Sekcja trębaczy
Fanfary z płomieniami dla trębaczy Szwadronu ufundowała firma BUMAR sp. z o.o. - dziękujemy!! strona www firmy>>>
 

 
 
 

 

 

OBÓZ KAWALERYJSKI 2009
 

Letnia spiekota, ciężka praca przy koniach, żelazna dyscyplina i solidna dawka wyszkolenia kawaleryjskiego - oto warunki najlepsze do tego, aby na własnej skórze doświadczyć prawdziwego smaku kawaleryjskiej służby. W takich właśnie okolicznościach, w wirze ciężkiej pracy bez chwili wytchnienia i w ogniu junackiego zapału, wykuwa się prawdziwy hart ducha - nieodłączny atrybut prawdziwego kawalerzysty. Z taką oto wiarą udała się na letni obóz kawaleryjski grupa szwoleżerów-ochotników ze Szwadronu Honorowego 3 Pułku Szwoleżerów.

W Koczku koło Spychowa kilkunastu z nas doskonaliło swoje kawaleryjskie umiejętności przez dziesięć dni, a czasem nawet nocy. Przepełniony pracą dzień szwoleżerów zaczynał się wcześnie rano, a kończył późno wieczorem. Już o 7.00 grała znana nam wszystkim pobudka a zaraz po niej z trąbek wydobywały się szybkie dźwięki zbiórki. Na rozpoczęcie dnia śpiewaliśmy "Pieśń poranną" a zaraz po niej, wg słów pobudki "... koniom wody dać...", obydwie sekcje śpiesznym krokiem w szyku dwójkowym podążały do stajni. Już o 7.10 zaczynaliśmy poranne prace przy swoich koniach (każdy szwoleżer otrzymał konia lub dwa pod opiekę i na nim zazwyczaj trenował). Prace w stajni, jaki i wszystkie inne nadzorowane były przez dowódców sekcji i pośrednio rotmistrza, komendanta obozu. Po powrocie do pokojów mieliśmy czas na poranną toaletę i sprzątanie. Ulubione przez wszystkich, żywe dźwięki sygnału "Do kotła" wyrywały uczestników obozu ze wszystkich zakątków terenu. Szwoleżerowie biegiem stawiali się na zbiórce aby zacząć upragnione śniadanie. W kuchni czekały na nas półprodukty z których przyrządzaliśmy sobie smakowite śniadanie. Jak przystoi kawalerzystom, posiłek zaczynał Rotmistrz: "smacznego szwoleżerowie!" a chór głosów odpowiadał "smacznego Panie Rotmistrzu!".


Znów w stajni byliśmy o 9.10. Kolejno grane sygnały regulowały pracę szwoleżerów. Elementy takie jak sprawdzenie czystości, czy meldowanie sekcji gotowych do zajęć oraz często rozbrzmiewające komendy "baczność" i "spocznij" uczyły nas nowego porządku i karności. Gdy wszystko było gotowe do jazdy, czekaliśmy już tylko na trzy krótkie nuty sygnału "na koń". Od 11.00 do 12.10 odbywało się zasadnicze konne szkolenie: skoki, ujeżdżenie, musztrę czy władanie bronią staraliśmy się opanować do perfekcji. Z koni zsiadaliśmy ledwo żywi, ale zawsze, czy to przez porażkę czy sukces, zmotywowani do dalszej pracy nad sobą.
Następnym punktem dnia były zajęcia programowe, o których przebiegu decydował komendant. W zależności od potrzeb były to dodatkowe treningi szabli, czyszczenie sprzętu, zajęcia teoretyczne czy też upragniony czas wolny.


Punktualnie o 14.00 rozbrzmiewał ponownie sygnał "Do kotła", wyczekiwany zazwyczaj od końca śniadania. Gotowy obiad spożywaliśmy oczywiście dopiero po kawaleryjskim "smacznego". Zaraz po nim, zazwyczaj w pozycji horyzontalnej na łóżkach lub w hamakach, miło spędzaliśmy godzinę ciszy poobiedniej.
Ciszę kończył, jak zwykle, trębacz, zwołując wszystkich do stajni. Popołudniowa jazda odbywała się zazwyczaj w terenie -otaczających Koczek przepięknych i bogatych w zwierzynę lasach Puszczy Piskiej oraz nad brzegami leszczowego jeziora Kierwik. Tuż koło wsi przebiega linia Szczycieńskiej Pozycji Leśnej - bunkrów i umocnień pruskich z drugiej wojny światowej, która stanowiła dodatkową atrakcję.


Aby relaksu nie było za wiele zaraz po jeździe czekała na nas godzina wytężonych woltyżerskich ćwiczeń. Prowadząc konia na lonży uczyliśmy się lub doskonaliliśmy wskoki na konia we wszystkich trzech chodach oraz w stój, na różne sposoby. Gdy o 18.45 po raz trzeci słychać było sygnał "do kotła" na wszystkich łokciach widać było siniaki, a nasze spocone twarze zapalały się wizją kolacji i chwili fizycznego wytchnienia.
Wykorzystując każdą chwilę dnia, zaplanowaliśmy półtoragodzinną kolację połączoną z potrzebnymi wszystkim, zajęciami teoretyczno -historycznymi. Zgłębialiśmy w ich czasie przedwojenne regulaminy lub historię naszego pułku.


Po kolacji przychodził czas na wnikliwe zajęcie się naszymi końmi. Każdy dokonywał "przeglądu weterynaryjnego" swojego podopiecznego oraz niezbędnych prac przy nim. Dbanie o rumaki uczyło szwoleżerów opiekuńczości i staranności. Było także elementem którego w Warszawie często brakuje -momentem dokładnego poznania uszczerbków końskiego zdrowia, jego potrzeb i reakcji człowieka na nie. Codzienne zabiegi odnowy biologicznej zakończone były karmieniem i ścieleniem, a zaraz po nich udawaliśmy się na ognisko.
Dzień kończył czas na mycie i capstrzyk grany o 23.00. W czasie nocy nasze ciała i umysły przygotowywały się na następny piękny i pracowity dzień. Jednak nie każda noc była w całości dla nas... Na sygnał alarmu szwoleżer musi być gotowy o każdej porze.
W ciągu dnia dodatkowym obowiązkiem było karmienie koni i utrzymywanie porządku w stajni, czy też wyprowadzanie koni na padok. Tym zajmowała się sekcja dyżurna.

 


Po obozie widać ile rzeczy, niemożliwych w Warszawie, można wyćwiczyć w ciagu zaledwie dziesięciu dni odizolowania od normalnego życia. Niewątpliwie taki czas jest potrzebny nam wszystkim do podniesienia standardów wyszkolenia we wszystkich kawaleryjskich dziedzinach, zwłaszcza obycia z koniem i stajennym trybem życia ale również w wiedzy na temat kawalerii czy sposobu zachowania się. Obóz jeszcze lepiej zintegrował nasze środowisko, zobaczyliśmy się w niecodziennych warunkach. Znaleźliśmy czas na wspólne ogniska, dyskusje, spiewanki. Nie zabrakło również niekończących się żurawiejek. Chyba każdy z nas, mimo trudów i bólów, wspomina ten czas dobrze, a w pamięci pozostanie wiele śmiesznych sytuacji.
Nasz obóz nie był doskonały, na wiele rzeczy zabrakło czasu, ale nie ochoty. Wzbogaceni doświadczeniami z tego roku na pewno zorganizujemy za rok podobną wyprawę, doskonalszą i większej ekipie.

Szwol. Marek Misiurewicz

Szef Pułku

Płk. J.H. Kozietulski

 
ORKIESTRA!
NABÓR! Wstąp do pierwszego w Polsce plutonu trębaczy
 
NABÓR!
Wstąp do Szwadronu więcej>>
 
WSPARLI NAS
Wesprzyj Szwadron Honorowy
 
Sztandar
Relacja z wręczenia Sztandaru więcej>>
 
 
Odznaka
Informacje o naszej odznace więcej>>
 
Polecamy

Zapraszamy do zakupu pięknie wydanej książki autorstwa p. Krzysztofa Skłodowskiego - 3 Pułk Szwoleżerów. Zamów : tel. (087) 566 57 50